Życie na plaży w Birmie. Foto-felieton

Bez elektryczności w ciągu dnia, siedząc na balkonie bungalowu bezpośrednio na plaży słychać było tylko odgłos fal  i motorów. Jazda wzdłuż drogi głównej przy plaży motocyklem jest jedynym lokalną środkiem transportu. Plaża jest przepiękna bo bardzo autentyczna zupełnie nie widać zagranicznych turystów. Nawet gdy cała kwatera  jest w 50% pełna, co wydaje się być, plaża nadal wydaje się względnie pusta, przynajmniej dla obcokrajowców.

W sobotę wprowadziło się więcej przybyszów.  Sześciu młodych birmańskich mężczyzn dzielących jedno podwójne łóżko stało się nowymi sąsiadami. Nigdy ich nie widziałem bez butelki rumu w rękach. Ta plaża jest dla nich, mniej “białych” turystów, bardziej młodych, bogatych ze stolicy- teraz jednak jest pusto i  naprawdę nie ma nic do zrobienia. Ale to dobrze od tego są wakacje.

Otaczają nas  rybacy i normalność, widziałem jednego mężczyznę “pasącego” swoją świnię na plaży, a drugiego  oglądającego wiadomości na starym telewizorze. Nadal są sprzedawcy, którzy próbują sprzedać ci rzeczy, ale nie denerwują. Wśród nich najczęściej mężczyźni na motocyklach sprzedający orzechy,  kokosy oraz  kobiety sprzedające suszone ryby (wąchasz je, zanim je zobaczysz), Starzy mężczyźni, leniuchują w cieniu, gotowi wynająć gumowe kółka dla miejscowych turystów, do pływania w morzu.

Jadę motorem  na Wyspę Kochanków, maleńką wysepkę na południu plaży, do której można przejść podczas odpływu. Potem wracam  do bungalowu, czuje s się jak na Saharze, nawet z morską bryzą. Dla obcokrajowców życie nocne jest  ograniczone do restauracji hotelowych lub uroczej japońskiej restauracji / baru o nazwie Ume, położonej na głównej drodze w dżungli. Miła, miejscowa dziura do picia prowadzona przez parę birmańsko-japońską. Wyróżnia się uroczą atmosferą i dobrym towarzystwem chociaż jedzenie nie było tak wspaniałe.

Tutaj poznałem Steve’a, emerytowanego australijskiego nauczyciela, który był w drodze, by spróbować przejść do Indii, niezależnie od tego, czy mu na to pozwolono. Spotkał także francuską parę, która miała rozległą wiedzę o Birmie. Byli bardzo zadowoleni z plaży. Według niech to jak Tajlandia 30 lat temu. Ponieważ mieszkają w Rangun ta plaża jest ich ulubionym miejscem na weekendy. Ja spędziłem tu tydzień regenerując umysł i ciało.

 

 

 

2 Replies to “Życie na plaży w Birmie. Foto-felieton”

Chytra Sztuka

Grudzień 22, 2017 at 8:11 am

Niemal jak kawałek rozdziału dobrej książki. A kadry piękne ♥

Reply

Biegnąc pod wiatr

Grudzień 22, 2017 at 9:15 am

Jejku…. Co za miejsce. Idealne do odpoczynku – takiego prawdziwego!

Reply

Post Your Comment Here

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: